Jak szachowy potwór pożarł najlepszego z ludzi

Fot. PROFIMEDIA / CORBIS

- Sztuczna inteligencja nigdy nie wygra z prawdziwą - twierdził Garri Kasparow. Przez 20 lat był najlepszym szachistą świata. Jest największą postacią w dziejach tej gry. Ale w 1997 roku jednak przegrał z komputerem Deep Blue. I nie mógł się pogodzić z tym, że zapoczątkował nową erę.

Był rok 1997. W Polsce dopiero raczkował rynek telefonii komórkowej. Sprzętem dysponowali bogaci biznesmeni, zaczęły się też w niego wyposażać redakcje. Technologiczny przełom to tylko jeden z wielu składników atmosfery lat 90. świetnie oddanej w serialu "Rojst'97", czyli w nowej, oryginalnej produkcji Netflix.

Oczywiście zupełnie inaczej rozumiemy hasło "technologiczny przełom" dziś, prawie ćwierć wieku później. W 1997 roku na świecie do sprzedaży trafił dopiero pierwszy przenośny telefon bez zewnętrznej anteny. Jej ukrycie wewnątrz obudowy uważano za przełomowe dokonanie techniki. Więcej - w 1997 roku doniosłym momentem było powstanie pierwszej komórki z kolorowym wyświetlaczem. Czterokolorowym, dodajmy. Bo na prawdziwy, w pełni kolorowy wyświetlacz (pokazywał 256 kolorów) w telefonie trzeba było poczekać jeszcze dwa lata.

Prawda, że zdobycze technologiczne z roku 1997 ani trochę nie wskazywały na to, że komputer wygra z wielkim Garrim Kasparowem?

"Wyobrażam sobie, jak bardzo był wściekły"

- Raz zalazłem mu za skórę. To było w 2003 roku, na klubowym Pucharze Europy. W ostatniej rundzie drużyna mistrzów Polski, Polonia Plus GSM Warszawa, grała z Ładią Kazań. To byli mistrzowie Rosji, w tej drużynie występował Garri Kasparow - mówi Bartłomiej Macieja, polski arcymistrz, mistrz Europy z 2002 roku, obecnie trener szachów na University of Texas Rio Grande Valley.

- Mecz toczył się na sześciu szachownicach. Kasparow był oczywiście liderem swojej drużyny, a ja naszej nie, więc grałem z innym zawodnikiem. Wiedzieliśmy, że jeśli wygramy mecz 4:2, to zdobędziemy srebrny medal, jeżeli wygramy 3,5 do 2,5, to zajmiemy trzecie miejsce, jeśli mecz zakończy się remisem, skończymy rozgrywki na czwartym miejscu, a jeśli naszą porażką - najwyżej na piątym - Macieja zarysowuje nam tło tamtych wydarzeń.

- Wszyscy już skończyli grać, cały turniej już byłby rozstrzygnięty, gdyby nie trwała moja partia. Grałem z ówczesnym mistrzem Rosji, Siergiejem Rublewskim. Kasparow w tamtych mistrzostwach kraju nie zagrał, tylko dlatego ktoś inny wówczas zdobył ten tytuł. Nasza partia trwała aż siedem godzin. Po debiucie byłem w trudnej pozycji, ale stawiałem taki opór, że mój przeciwnik coraz bardziej się frustrował i w końcu zaczął wykonywać nerwowe ruchy, które tylko pogarszały jego pozycję. Przegrał ze mną, co spowodowało, że było 4:2 dla Polonii i Ładia przegrała z nami walkę o drugie miejsce. Oni spadli na czwarte, my mieliśmy srebro. Wielki Kasparow został bez medalu - to było coś niewyobrażalnego. Kiedy zobaczył, że wygrałem, podbiegł do nas wściekły, a pokonany przeze mnie mistrz Rosji zaczął uciekać. I wcale mu się nie dziwię - śmieje się Macieja.

- W 2003 roku Kasparow gonił Rublewskiego przez całą salę. Wyobrażam sobie, jak bardzo był wściekły w 1997 roku, gdy cały świat oglądał jego porażkę z komputerem - dodaje nasz arcymistrz.

"Wszyscy uważali, że on jest nie do pokonania"

- Sztuczna inteligencja nigdy nie wygra z prawdziwą - powtarzał Garri Kasparow, gdy pytano go, co sądzi o programach komputerowych do gry w szachy.

W królewską grę zaczął grać już jako pięciolatek. Gdy miał 16 lat, został arcymistrzem. W wieku 20 lat wygrał turniej pretendentów i zyskał prawo gry o mistrzostwo świata z Anatolijem Karpowem.

Ich mecz z 1984 roku przeszedł do historii jako najbardziej kontrowersyjny. Po pięciu miesiącach walki (!) przerwał go prezydent Międzynarodowej Federacji Szachowej. Florencio Campomanes tłumaczył, że zrobił to w trosce o zdrowie obu zawodników. Ale Kasparow nie dał wiary. Uważał, że Filipińczyk uratował Karpowa przed porażką i utratą tytułu.

Rok później Kasparow odebrał tytuł rodakowi. Gdy miał 22 lata, 6 miesięcy i 27 dni, został najmłodszym mistrzem świata w szachach w historii. To rekord niepobity do dziś.

- Był liderem listy rankingowej przez 20 lat. To unikalne. Nikt nie wygrywał tyle turniejów, co on. Nikt w historii szachów nie dominował tak bardzo. Bobby Fischer miał olbrzymią przewagę nad innymi szachistami na początku lat 70. Ale to trwało trzy lata, czyli bardzo krótko w porównaniu z okresem panowania Kasparowa. Garri Kasparow to Bóg szachów. W 1997 roku, gdy doszło do jego rewanżu z komputerem Deep Blue, wszyscy uważali, że Kasparow jest nie do pokonania - uzupełnia Macieja.

"Wygrałem dla ludzkości". Kasparow nie chciał się dzielić

Tak samo myślał Kasparow. W 1989 roku bez problemu wygrał obie partie z komputerem Deep Thought. - Wygrałem dla ludzkości. Nie mógłbym żyć ze świadomością, że maszyna jest mocniejsza niż umysł człowieka - triumfował.

Kiedy w 1996 wyzwanie rzucił mu informatyczny gigant IBM, mistrz był pewny siebie. "Time" informował, że Rosjanin nie chciał przystać na propozycję podziału 500 tysięcy dolarów honorarium tak, by 60 proc. trafiło do zwycięzcy, a 40 proc. do tego, kto przegra. "Wszystko albo nic!" - cytowano Kasparowa.

Stanęło na tym, że mistrz dostał prawie wszystko. Do niego trafiło 400 tys. dolarów, a 100 tys. dostała grupa, która programowała komputer Deep Blue.

Maszyna wygrała pierwszą z sześciu partii tamtego meczu, ale Kasparow szybko rozpracował sposób jej działania i więcej nie dał się pokonać. Następną partię wygrał Rosjanin, dwie kolejne skończyły się remisami i dwie ostatnie znów wygrał Kasparow. Końcowy wynik - 4:2. Wnioski? - Potrafiłem zrozumieć, jakie zamiary ma maszyna i do tego dostosowałem moją grę. Natomiast komputer nie potrafił dostrzec moich priorytetów - tłumaczył zadowolony zwycięzca.

2 miliony pozycji i 10 milionów dolarów

Programiści z IBM wraz z grupą szachowych arcymistrzów za punkt honoru postawili sobie udoskonalenie maszyny. Po ponad roku ich pracy Deep Blue zyskał nieoficjalne nowe imię - Deeper Blue.

Szachowego potwora opisywano przede wszystkim dwiema danymi: był wyposażony w 32 procesory IBM RS/6000 SP i potrafił analizować 200 milionów pozycji na sekundę. W mediach pisano, że w maszynę zainwestowano aż 10 milionów dolarów.

Wzrosła też pula nagród - tym razem dla zwycięzcy przygotowano 700, a dla przegranego albo przegranych 400 tysięcy dolarów.

- Śledziłem oba mecze Kasparowa z Deep Blue. Pierwszy, z Filadelfii, nie miał wielkiej historii, bo Rosjanin wygrał. Wszyscy się tego spodziewali. Sam grałem z kilkoma programami szachowymi i miałem zdecydowaną przewagę. Powszechnie uważano, że programy szachowe, choć są pożyteczne w treningu, nie mogą się jeszcze równać z silnym arcymistrzem, a co dopiero z mistrzem świata - mówi Macieja. - I nagle drugi mecz Kasparow kontra Deep Blue zmienił wszystko - dodaje.

"Maszyna ograła Kasparowa na klasę"

Pierwsza partia: pewne zwycięstwo mistrza. 1:0. - Program szachowy (czy w tym przypadku komputer szachowy) liczy niemiłosiernie dużo, potrafi rozpatrzyć liczbę pozycji nieporównywalną z tym, co może rozpatrzyć człowiek. Dlatego jest niezwykle silny w skomplikowanych pozycjach o charakterze taktycznym. Nie zrobi głupiego błędu, a podstawkę przeciwnika natychmiast wykorzysta. Jednakże stosowane przez komputery algorytmy oceny pozycji znacząco ustępowały intuicji i doświadczeniu arcymistrzów. Dlatego wtedy uważano, że komputery nie są w stanie wygrać z arcymistrzem partii o charakterze strategicznym, wymagającym długookresowego planowania i abstrakcyjnego myślenia. Pierwsza partia meczu tylko potwierdziła tę powszechną wtedy opinię - mówi Macieja.

Ale druga partia to był szok. Maszyna zrobiła coś, czego według Kasparowa nie powinna potrafić. - Ona rozegrała niesłychanie dobrą, piękną szkoleniowo partię. W stylu Fischera albo Karpowa. Po prostu ograła Kasparowa na klasę - tłumaczy nasz arcymistrz.

Macieja wyjaśnia, że kilka ruchów przed końcem partii, zamiast dobrze wyglądającego agresywnego wtargnięcia hetmanem do obozu przeciwnika, Deeper Blue wybrał spokojny ruch. Ruch niestwarzający konkretnych gróźb, jednakże długofalowo pozbawiający Kasparowa możliwości rozpoczęcia ataku. - Była to tak niespotykana decyzja dla komputerów, że po partii Kasparow sugerował, że ten kluczowy ruch za maszynę wykonał jeden z arcymistrzów pracujących dla IBM - mówi polski szachista.

Ręka Boga. Jak przy golu Maradony?

Zasady meczu były takie, że między partiami ekipa IBM mogła wprowadzać aktualizacje do Deep Blue. Ale Kasparow twierdził, że ktoś interweniował w trakcie partii. "Pamiętam słynną bramkę Diego Maradony z mistrzostw świata w 1986 roku. To była ręka Boga" - stwierdził wymownie.

Rosyjski geniusz szachów tak bardzo się zdenerwował w trakcie drugiej partii, że pod koniec przegapił to, na co bardzo liczył. Mianowicie niedoskonałość komputera.

- W ostatnim posunięciu, w wygranym położeniu, Deeper Blue popełnił niewiarygodny błąd. Ale ponieważ ruch wyglądał rzeczywiście logicznie i silnie, Kasparow niepotrzebnie zawierzył maszynie i poddał się! - przypomina Macieja. - Okazało się, że wyliczenia komputera były dziurawe. Kasparow mógł śmiało kontynuować partię i stworzyć sobie realne szanse na remis. Po partii Kasparow tłumaczył, że nawet mu do głowy nie przyszło, że komputer mógł popełnić tak poważny błąd obliczeniowy - dodaje nasz ekspert.

Kasparow nie był wtedy sobą. Wzdychał, pocierał twarz - rozsypał się w momencie, w którym podejrzewał interwencję "ręki Boga". I tak druga partia meczu okazała się kluczowa nie tylko dlatego, że komputer wyrównał na 1:1, ale jeszcze bardziej dlatego, że zaważyła na psychice mistrza świata. - Garri nie ma doświadczenia w przegrywaniu, dlatego się pogubił. To było dla niego przygniatające doświadczenie - mówił później Frederic Friedel, asystent Kasparowa.

W każdej z trzech kolejnych partii Kasparow uzyskiwał przewagę, ale nie był w stanie postawić kropki nad i. Przed ostatnią, szóstą partią było 2,5 do 2,5.

Partia teorii spiskowych

Ta ostatnia, decydująca partia, do dziś jest przedmiotem gorących dyskusji w świecie szachistów. I przez lata powstało wokół niej wiele teorii spiskowych.

Co takiego się w niej wydarzyło? - W skrócie: Kasparow wykonał ruch w debiucie, który był uważany za słaby. Momentalnie pojawiły się teorie, że celowo wykonał słaby ruch, aby po porażce i wzroście akcji IBM firma podzieliła się z nim zyskiem - mówi Macieja. - Inna teoria była taka, że Kasparow wykonał posunięcie zbyt szybko i po prostu przestawił kolejność posunięć w debiucie. Jednak na nagraniu wideo z meczu jasno widać, że posunięcie zostało wykonane świadomie. Oczywiście to jednoznacznie widać dla każdego arcymistrza - dodaje.

- Najbardziej wiarygodne wytłumaczenie zaskakującej taktyki Kasparowa wydaje mi się takie, że podczas przygotowań do meczu przetestował ten blef na dostępnych programach szachowych i zdecydował się na podjęcie ryzyka. Spodziewał się, że Deeper Blue zachowa się jak wszystkie komputery, jakie znał i nie zdecyduje się na ofiarę skoczka. Kasparow się przeliczył i jego pozycja robiła się już tylko coraz trudniejsza - mówi Macieja.

Efekt? W IBM święto - na giełdzie akcje firmy uzyskały rekordowe wartości. Dało to zarobek liczony w setkach milionów dolarów.

- To był krytyczny moment. Od niego można mówić, że programy szachowe stały się silniejsze od najlepszych szachistów - mówi Macieja. - To naprawdę był szok. Internet był jeszcze na modem, pamiętam, jak się wdzwaniałem i po każdej partii analizowałem ich zapisy, myślałem nad każdym posunięciem Kasparowa i Deep Blue i dziwiłem się, jak wszyscy, że mecz się tak potoczył. Dziś byle młynek do robienia kawy wygra w szachy z człowiekiem. A dzisiejsze komputery to po prostu potwory. Ale wtedy wszyscy myśleliśmy, że ludzie są lepsi i że komputer może kiedyś z mistrzem świata wygra, ale nie prędzej niż w XXI wieku - dodaje arcymistrz.

Przeszedł do historii ze sklonowaną owcą i Titanikiem

Porażka Kasparowa urosła do rangi jednego z najważniejszych wydarzeń na świecie w roku 1997. Dziś każda encyklopedia przypomina, że w 1997 roku sklonowano owcę Dolly, że księżna Diana zginęła w wypadku samochodowym, że była premiera filmu "Titanic", że Mike Tyson odgryzł w ringu kawałek ucha Evanderowi Holyfieldowi i że Garri Kasparow przegrał z superkomputerem Deep Blue.

Fachowcy z IBM rozebrali superkomputer. Kasparow domagał się jeszcze jednego meczu, ale nigdy do niego doszło.

- Szachy zawsze były uważane za symbol potęgi myślenia człowieka. Gdy najlepszy z ludzi grał z komputerem Deep Blue, byłem na pierwszym roku studiów, na Wydziale Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego, i na Kasparowa patrzyłem jak na właśnie najlepszego z ludzi. Grałem z nim jako 14-latek [Macieja zdobył wtedy brązowy medal MŚ juniorów i w nagrodę wraz z innymi świetnymi juniorami dostał szansę gry z mistrzem świata], więc osobiście się przekonałem, jaka aura od niego biła. Z nim jest jak z Pele i Maradoną. W dawnych czasach było wielu świetnych piłkarzy, ale ludzkość te dwa nazwiska zapamiętała najlepiej, bo oni dwaj przerastali wszystkich. Między Kasparowem i resztą naprawdę była olbrzymia przepaść. I nagle ten Bóg szachów, ten najlepszy z ludzi, został pożarty przez szachowego potwora. Wtedy trochę padł na nas strach. Zrozumieliśmy, że to koniec pewnej ery - podsumowuje Macieja.

wróć do strony głównej